niedziela, 18 października 2026
USD 3,8827 zł EUR 4,3661 zł CHF 4,7099 zł GBP 5,1746 zł CZK 0,1794 zł
Bankowość

NBP: 35,74 mld zł straty w 2025 r. Kotecki widzi szansę na zysk w 2026

NBP: 35,74 mld zł straty w 2025 r. Kotecki widzi szansę na zysk w 2026

Narodowy Bank Polski ma szansę zamknąć 2026 rok na plusie — zasygnalizował w Programie I Polskiego Radia członek Rady Polityki Pieniężnej Ludwik Kotecki. Byłby to wyraźny zwrot po latach strat: w 2025 r. bank centralny zanotował minus 35,740 mld zł, a rok wcześniej minus 13,347 mld zł. Ujemny wynik powiększył się więc w ciągu roku o ponad 22 mld zł.

– Jest szansa, że NBP osiągnie zysk w 2026 r. Informacje, które napływają z realizacji planu finansowego NBP, wskazują, że zysk jest możliwy – powiedział Kotecki. – Jak będzie duży, zobaczymy 31 grudnia – dodał.

Skąd bank centralny bierze zyski i straty

Wynik finansowy NBP niewiele ma wspólnego z tym, co rozumiemy pod pojęciem zysku zwykłego banku komercyjnego. Bank centralny nie sprzedaje kredytów ani kont osobistym klientom. Jego największym aktywem są rezerwy walutowe — czyli zgromadzone obce waluty (przede wszystkim euro i dolary amerykańskie) oraz złoto i zagraniczne obligacje, które NBP trzyma jako zabezpieczenie stabilności finansowej kraju.

I tu zaczyna się mechanizm, który co roku wywraca wynik banku centralnego do góry nogami. Rezerwy są trzymane w obcych walutach, ale sprawozdanie finansowe NBP jest sporządzane w złotych. Trzeba je więc przeliczyć po kursie z dnia bilansowego — i właśnie ta wycena rezerw walutowych decyduje o tym, czy wyjdzie plus, czy minus.

Zasada jest prosta i dla wielu czytelników zaskakująca:

  • Gdy złoty się umacnia (czyli za jedno euro albo jednego dolara płacimy mniej złotych), ta sama kwota rezerw w euro czy dolarach jest warta mniej złotych. Bank centralny księguje różnicę jako stratę.
  • Gdy złoty słabnie (za jedno euro płacimy więcej złotych), wartość rezerw przeliczona na złote rośnie i pojawia się dodatni wynik z wyceny.

Paradoks polega na tym, że mocna krajowa waluta — dobra dla osób kupujących coś za granicą czy spłacających kredyt w euro — psuje księgowy wynik banku centralnego. I odwrotnie: słaby złoty, nieprzyjemny dla importerów i turystów, podbija wycenę rezerw. To nie jest efekt złego czy dobrego zarządzania, tylko konsekwencja tego, że majątek jest w jednej walucie, a księgi prowadzi się w drugiej.

Na wynik NBP wpływają też koszty prowadzenia polityki pieniężnej. Bank centralny płaci odsetki od bonów pieniężnych, którymi ściąga z rynku nadmiar gotówki, a jednocześnie zarabia na odsetkach od zagranicznych obligacji trzymanych w rezerwach. Im wyższa różnica między oprocentowaniem w Polsce a za granicą na niekorzyść NBP, tym trudniej o dodatni wynik.

Rosnące straty i skala 35,740 mld zł

Liczby z ostatnich sprawozdań pokazują, jak szybko sytuacja się pogarszała. Strata za 2024 r. wyniosła 13,347 mld zł. Za 2025 r. było to już 35,740 mld zł — prawie trzy razy więcej. Różnica między jednym a drugim rokiem to ponad 22 mld zł.

Dla porównania: ostatni raz NBP zamknął rok na plusie w 2021 r., osiągając 11 mld zł zysku. Od tego czasu bank centralny notował wyniki ujemne.

Warto od razu rozwiać obawę, która pojawia się przy takich kwotach. Strata banku centralnego nie oznacza, że komuś zabraknie pieniędzy na wypłaty ani że instytucja jest zagrożona. NBP nie działa dla zysku — jego zadaniem jest dbanie o wartość pieniądza, a nie wykazywanie dodatniego wyniku w sprawozdaniu. Ujemny wynik jest pokrywany z funduszu rezerwowego banku i z przyszłych dodatnich wyników.

Dlaczego zysk NBP interesuje ministra finansów

Jest jednak powód, dla którego wynik banku centralnego śledzą politycy i analitycy budżetowi: wpłata z zysku NBP zasila dochody budżetu państwa. Zgodnie z ustawą o Narodowym Banku Polskim, jeśli bank zamknie rok na plusie, 95 proc. zysku trafia do kasy państwa.

Najlepiej widać to na przykładzie ostatniego dodatniego roku. Zysk za 2021 r. wyniósł 11 mld zł, a w czerwcu 2022 r. do budżetu państwa wpłynęło z tego tytułu 10,5 mld zł. Takie pieniądze nie pochodzą z podatków ani z emisji obligacji — to po prostu dodatkowy dochód, który zmniejsza potrzeby pożyczkowe państwa.

Mechanizm ma dwa istotne szczegóły. Po pierwsze, pieniądze trafiają do budżetu z rocznym opóźnieniem — zysk za dany rok jest wpłacany dopiero po zatwierdzeniu sprawozdania finansowego, czyli w połowie następnego roku. Po drugie, w stratnych latach budżet nie dostaje nic. Nie ma czegoś takiego jak „ujemna wpłata”, państwo nie dokłada do NBP — ale też nie może liczyć na miliardy, które w planach finansowych bywały wcześniej uwzględniane.

Jeśli więc prognoza Koteckiego się sprawdzi i 2026 r. zakończy się dodatnim wynikiem, pieniądze z tego tytułu mogłyby zasilić budżet dopiero w 2027 r.

Na ile pewna jest zapowiedź zysku

Członek RPP mówi wyraźnie o szansie, nie o pewniku. Jego słowa opierają się na informacjach z realizacji planu finansowego NBP w trakcie roku. Wynik rozstrzygnie się jednak dopiero na koniec grudnia — co Kotecki sam podkreślił, zaznaczając, że skalę ewentualnego zysku będzie można ocenić 31 grudnia.

To naturalna ostrożność. Skoro o wyniku w dużej mierze decyduje wycena rezerw po kursie z dnia bilansowego, nawet kilkutygodniowy ruch na rynku walutowym pod koniec roku potrafi przesunąć kwotę o miliardy złotych w jedną albo w drugą stronę. Bank centralny nie ma na ten kurs bezpośredniego wpływu i nie ustawia polityki pieniężnej pod własne sprawozdanie — stopy procentowe są narzędziem walki z inflacją, a nie sposobem na poprawę wyniku finansowego.

Dla zwykłego czytelnika wniosek jest następujący: strata NBP nie podnosi nikomu rat kredytu ani nie obniża oprocentowania lokat. Ma natomiast realne znaczenie dla finansów publicznych — bo rok z zyskiem to kilka–kilkanaście miliardów złotych dodatkowych dochodów budżetu, a rok ze stratą oznacza, że tej poduszki po prostu nie ma.

Krzysztof Sobczyk
Krzysztof Sobczyk Redaktor ile-to-zł

Zawsze interesowała mnie tematyka finansowa i z nią związałem swoją karierę zawodową. W redakcji ile-to-zl od 2015 roku.

Zobacz także