czwartek, 2 lipca 2026
USD 3,7568 zł EUR 4,2905 zł CHF 4,6715 zł GBP 5,0181 zł CZK 0,1772 zł
Inwestowanie

OpenAI chce oddać USA 5% udziałów — dywidenda z AI za biliony dolarów

OpenAI chce oddać USA 5% udziałów — dywidenda z AI za biliony dolarów

OpenAI proponuje 5% udziałów dla rządu USA — o co chodzi w dywidendzie z AI?

Sam Altman, szef OpenAI i twórca ChatGPT, rozpoczął rozmowy z Białym Domem na temat przekazania amerykańskiemu rządowi 5 proc. udziałów w swojej firmie. Propozycja dotyczy nie tylko OpenAI — Altman chciałby, żeby podobne zobowiązanie objęło wszystkie wiodące amerykańskie firmy rozwijające sztuczną inteligencję. To odpowiedź branży na rosnącą presję polityczną i społeczne obawy o nierówności generowane przez boom technologiczny.

Informację jako pierwszy podał „Financial Times”, powołując się na źródła bliskie negocjacjom. Z kolei agencja Bloomberg ustaliła, że Altman sondował ten pomysł u administracji Donalda Trumpa już na początku 2025 roku. Co to oznacza dla inwestorów, branży technologicznej i zwykłych obywateli?

Czym właściwie jest „dywidenda z AI”?

Termin „dywidenda z AI” pojawia się w debacie publicznej od kilku miesięcy. W klasycznym rozumieniu dywidenda to część zysku spółki wypłacana jej akcjonariuszom — jeśli posiadasz akcje firmy, dostajesz regularnie kawałek jej zarobku. W przypadku „dywidendy z AI” chodzi o coś szerszego: przekazanie państwu udziałów w firmach technologicznych, tak aby zyski z rewolucji AI trafiały pośrednio do całego społeczeństwa, a nie tylko do garstki inwestorów i założycieli.

Mechanizm jest prosty: jeśli rząd USA dostanie 5% udziałów w OpenAI, to państwo — a więc pośrednio obywatele — stanie się współwłaścicielem firmy i będzie uczestniczyć w jej przyszłych zyskach. To koncepcja znana z sovereign wealth funds, czyli państwowych funduszy majątkowych. Takie fundusze istnieją np. w Norwegii (Government Pension Fund Global, zasilany dochodami z ropy) czy w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Różnica polega na tym, że tu źródłem wartości byłaby nie ropa, lecz sztuczna inteligencja.

Kogo dotyczy propozycja i kto za nią stoi?

Według „Financial Times” propozycja Altmana miałaby objąć nie tylko OpenAI, ale również m.in. Anthropic (twórcę chatbota Claude) oraz giełdowe koncerny takie jak Google i Meta. Nie wiadomo jednak, czy te firmy przystałyby na takie porozumienie — to na razie inicjatywa wewnątrz OpenAI.

Co istotne, zarówno OpenAI, jak i Anthropic przygotowują się do IPO, czyli pierwszych ofert publicznych. IPO (ang. Initial Public Offering) to moment, w którym prywatna firma po raz pierwszy sprzedaje swoje akcje na giełdzie i staje się spółką publiczną. Wyceny obu firm mogą sięgnąć bilionów dolarów. W kontekście IPO przekazanie 5% udziałów rządowi jest gestem, który może ułatwić firmom uzyskanie przychylności regulatorów i polityków.

Warto tu wyjaśnić różnicę: dopóki firma nie wejdzie na giełdę, jej udziały to tzw. pre-IPO equity — akcje dostępne wyłącznie dla założycieli, pracowników i funduszy venture capital. Ich wartość jest trudna do wyceny, bo nie ma otwartego rynku. Gdyby rząd USA otrzymał 5% udziałów na etapie pre-IPO, ich realna wartość mogłaby wielokrotnie wzrosnąć po debiucie giełdowym.

Dlaczego Biały Dom jest zainteresowany?

Administracja Trumpa od pewnego czasu prowadzi politykę aktywnego inwestowania w strategiczne spółki. Najbardziej spektakularnym przykładem było przejęcie 10% udziałów w Intelu — rząd wszedł do chipowego giganta, uzasadniając to bezpieczeństwem łańcucha dostaw półprzewodników.

Donald Trump nie ukrywa, że wizja państwowego akcjonariatu w spółkach AI mu odpowiada. Kilka dni przed ujawnieniem propozycji OpenAI prezydent USA przyznał publicznie, że planuje rozmowy z prezesami spółek technologicznych o powołaniu państwowego funduszu majątkowego. Jak stwierdził, przekazanie udziałów sprawiłoby, że „amerykańskie społeczeństwo stałoby się partnerem dla tych firm”.

Równocześnie Waszyngton traktuje zaawansowane modele AI jak technologię o znaczeniu militarnym. W maju 2026 roku firma Anthropic musiała zawiesić dystrybucję swoich najbardziej zaawansowanych modeli po tym, jak rząd nakazał ograniczenie do nich dostępu obcokrajowcom, powołując się na bezpieczeństwo narodowe. Dla administracji kontrola nad AI ma wymiar zarówno ekonomiczny, jak i obronny.

Senator Sanders chce 50% — licytacja trwa

Propozycja 5% to punkt wyjścia, a nie ostateczna oferta. W Kongresie senator Bernie Sanders złożył projekt ustawy o nazwie American AI Sovereign Wealth Fund, który zakłada znacznie dalej idące rozwiązanie: oddanie państwu aż 50 proc. akcji czołowych firm z sektora AI. To propozycja ekstremalnie ambitna i na razie ma niewielkie szanse na uchwalenie, ale pokazuje kierunek politycznej debaty.

Samo OpenAI już w kwietniu 2026 roku publicznie sugerowało potrzebę utworzenia funduszu, który pozwoliłby obywatelom bezpośrednio partycypować w zyskach z AI. To retoryka kalkulowana: firmy wolą same zaproponować umiarkowane rozwiązanie (5%), zanim politycy narzucą im coś bardziej radykalnego.

Nie tylko USA — Korea Południowa myśli o „dywidendzie obywatelskiej”

Podobne koncepcje pojawiają się na innych rynkach. W Korei Południowej, gdzie producenci półprzewodników Samsung i SK Hynix osiągają rekordowe wyceny, otoczenie prezydenta forsuje pomysł sfinansowania „dywidendy obywatelskiej” z podatków nakładanych na branżę AI. To inny mechanizm niż przekazanie udziałów — tu chodzi o redystrybucję przez system podatkowy — ale cel jest ten sam: sprawić, żeby zyski z rewolucji technologicznej nie trafiały wyłącznie do akcjonariuszy i kadry zarządzającej.

Co to oznacza dla inwestorów i rynku?

Z perspektywy inwestycyjnej propozycja OpenAI sygnalizuje kilka rzeczy. Po pierwsze, firmy AI spodziewają się ogromnych regulacji i wolą proaktywnie wynegocjować warunki, niż czekać na narzucone im rozwiązania. Po drugie, zbliżające się IPO OpenAI i Anthropic mogą być największymi debiutami giełdowymi od lat — a rząd USA chce mieć w nich swój udział. Po trzecie, rosnące napięcie między kapitałem technologicznym a społeczeństwem (obawy o masową utratę miejsc pracy) zmusza branżę do gestów, które jeszcze dwa lata temu byłyby nie do pomyślenia.

Dla zwykłych obywateli koncepcja „dywidendy z AI” brzmi atrakcyjnie, ale na razie jest to głównie wizja polityczna. Czy 5% udziałów w OpenAI faktycznie przełoży się na konkretne pieniądze w kieszeniach Amerykanów — zależy od tego, jak zostanie skonstruowany fundusz, kto będzie nim zarządzał i jakie będą zasady wypłat. Droga od kuluarowych rozmów w Białym Domu do realnych transferów pieniężnych jest długa.

Jedno jest pewne: AI przestała być wyłącznie tematem technologicznym. To teraz kwestia geopolityczna, inwestycyjna i społeczna — a firmy takie jak OpenAI muszą się z tym zmierzyć, zanim rządy same ustalą reguły gry.

Krzysztof Sobczyk
Krzysztof Sobczyk Redaktor ile-to-zł

Zawsze interesowała mnie tematyka finansowa i z nią związałem swoją karierę zawodową. W redakcji ile-to-zl od 2015 roku.

Zobacz także