Rynek wycofał się z zakładu na podwyżki stóp procentowych — Ormuz odblokowany, ropa tanieje

Koniec zakładów na podwyżki stóp procentowych w Polsce
Jeszcze w maju 2026 roku inwestorzy na rynku terminowym byli niemal pewni, że stopy procentowe w Polsce pójdą w górę. Kontrakty FRA (Forward Rate Agreement, czyli umowy pozwalające „zakładać się” o przyszły poziom oprocentowania) wskazywały na wzrost stóp o 50-75 punktów bazowych w drugiej połowie roku. Rentowności 2-letnich polskich obligacji skarbowych zbliżyły się wtedy do 5%, co potwierdzało rynkowy konsensus: droższy kredyt to kwestia czasu.
Pod koniec czerwca sytuacja odwróciła się o 180 stopni. Kontrakty FRA 9×12 (instrumenty wyceniające poziom 3-miesięcznej stopy procentowej za 9 miesięcy) pokazują oczekiwania na poziomie ok. 3,80%. To praktycznie tyle, ile wynosi obecna stopa referencyjna NBP, czyli 3,75%. Rynek przestał wierzyć w podwyżki.
Co się zmieniło? Ropa naftowa i Cieśnina Ormuz
Kluczowym czynnikiem, który zmienił nastroje inwestorów, było odblokowanie Cieśniny Ormuz i wynikający z tego spadek cen ropy naftowej. Cieśnina Ormuz to wąski przesmyk między Iranem a Omanem, przez który przepływa ok. 20% światowego transportu ropy. Jej zablokowanie na początku roku wywołało szok podażowy, który wywindował ceny surowca i podbił oczekiwania inflacyjne na całym świecie.
Gdy napięcia geopolityczne zelżały, a trasa handlowa została ponownie otwarta, ceny ropy zaczęły szybko spadać. A tańsza ropa to mniejsza presja na wzrost cen paliw, energii i transportu, a w konsekwencji niższa inflacja. Dla rynku finansowego to wystarczający powód, żeby zrewidować wcześniejsze zakłady na zacieśnianie polityki pieniężnej.
Dlaczego rynek wcześniej obstawiał podwyżki?
Historia zaczęła się od szoku naftowego, który wstrząsnął rynkami na początku 2026 roku. Gdy ceny ropy gwałtownie wzrosły, inwestorzy założyli, że Rada Polityki Pieniężnej (RPP) — ciało decyzyjne NBP odpowiedzialne za ustalanie wysokości stóp procentowych — zdecyduje się na podwyżki, żeby zdusić inflację.
Tymczasem RPP na początku marca zaskoczyła wszystkich i poszła w odwrotnym kierunku: obniżyła stopy procentowe, mimo skoku inflacji. Był to ruch odważny, bo klasyczna teoria ekonomii mówi, że szok podażowy (czyli nagły wzrost cen wywołany problemami z dostawami, nie zwiększonym popytem) nie powinien być „leczony” zmianą stóp. RPP potraktowała ten szok jako przejściowy i wolała nie hamować gospodarki.
Po marcowej obniżce wśród ekonomistów zapanował pogląd, że był to ostatni ruch w trwającym od maja 2025 roku cyklu obniżek stóp. Konsensus zakładał stabilizację. Ale gdy w kwietniu inflacja konsumencka nieoczekiwanie przyspieszyła do 3,2% (zamiast spodziewanego spadku), nastroje znów się zmieniły. Rynek terminowy zaczął wyceniać scenariusz, w którym RPP będzie zmuszona podnieść stopy o 50-75 punktów bazowych (pb) jeszcze przed końcem roku.
Kontrakty FRA i obligacje — co mówią o oczekiwaniach rynku?
Żeby zrozumieć, skąd wiemy, czego rynek „się spodziewa”, trzeba poznać dwa kluczowe instrumenty.
Kontrakty FRA (Forward Rate Agreement) to umowy między dwoma stronami, w których jedna zobowiązuje się zapłacić drugiej różnicę między ustaloną z góry stopą procentową a tą, która faktycznie obowiązuje w przyszłości. Oznaczenie „FRA 9×12″ mówi, że kontrakt dotyczy 3-miesięcznej stopy procentowej, która zacznie obowiązywać za 9 miesięcy. Jeśli cena takiego kontraktu rośnie powyżej obecnej stopy referencyjnej, oznacza to, że inwestorzy spodziewają się podwyżek. Gdy spada do poziomu obecnych stóp (jak teraz, do ok. 3,80% wobec stopy referencyjnej 3,75%), rynek mówi: „zostawimy je w spokoju”.
Rentowności obligacji skarbowych działają podobnie. Dwuletnie polskie obligacje w połowie maja oferowały rentowność blisko 4,91%, co sugerowało oczekiwania na wyższe stopy. Pod koniec czerwca rentowność spadła do 4,11%. To wciąż więcej niż lutowe 3,4% (wtedy rynek liczył na dalsze obniżki), ale wyraźnie mniej niż majowy szczyt.
Stopa referencyjna — co to jest i dlaczego ma znaczenie?
Stopa referencyjna NBP to główna stopa procentowa ustalana przez RPP, która wpływa na oprocentowanie kredytów i depozytów w całej gospodarce. Obecnie wynosi 3,75%. Gdy RPP ją podnosi, rosną raty kredytów hipotecznych i gotówkowych opartych o zmienną stopę (np. WIBOR). Gdy ją obniża, raty spadają.
Fakt, że rynek terminowy wycenia przyszłe stopy na poziomie zbliżonym do obecnych 3,75%, oznacza, że kredytobiorcy mogą odetchnąć — przynajmniej na razie nie grożą im wyższe raty. Dla osób planujących zaciągnięcie kredytu hipotecznego to sygnał, że warunki finansowania powinny pozostać stabilne w najbliższych miesiącach.
Złoty może na tym stracić — ryzyko dla portfela
Jest jednak druga strona medalu. O ile brak podwyżek stóp cieszy dłużników, o tyle złoty może się osłabić, a to oznacza wyższą inflację importowaną. Dlaczego?
Bo Polska znalazła się w innym obozie monetarnym niż największe banki centralne świata. Europejski Bank Centralny (EBC) w czerwcu zdecydował się na pierwszą od trzech lat podwyżkę stóp, a rynek wycenia ponad 50% szans na kolejną we wrześniu. Bank Japonii również podniósł stopy — do najwyższego poziomu od 1995 roku. Z kolei rynek terminowy na blisko 80% wycenia scenariusz, w którym Rezerwa Federalna (Fed) podniesie stopy o co najmniej 25 pb do końca roku.
Gdy Fed i EBC podnoszą stopy, a RPP je utrzymuje, inwestorzy wolą lokować kapitał tam, gdzie oprocentowanie jest wyższe. Złoty staje się mniej atrakcyjny dla strategii carry trade (czyli zarabiania na różnicy oprocentowania między walutami). Efekt? Kurs EUR/PLN i USD/PLN rośnie, a droższy import przekłada się na wyższe ceny w sklepach i na stacjach paliw.
Ekonomiści PKO BP w swoim raporcie wskazali wprost: spadki cen ropy doprowadziły do wycofania się inwestorów z wyceniania podwyżek stóp NBP, ale jednocześnie zawęziły różnicę oprocentowania między Polską a strefą euro i USA. To obniżyło atrakcyjność złotego. Tendencję osłabienia polskiej waluty obserwujemy już od 2-3 tygodni.
Co to oznacza w praktyce?
Dla kredytobiorców ze zmienną stopą — raty kredytów hipotecznych i gotówkowych nie powinny w najbliższych miesiącach wzrosnąć. Stopa referencyjna NBP najprawdopodobniej pozostanie na poziomie 3,75%, co stabilizuje WIBOR i wysokość rat.
Dla oszczędzających — oprocentowanie lokat bankowych raczej nie wzrośnie, bo banki nie mają powodu podnosić stawek, gdy RPP trzyma stopy bez zmian. Warto porównywać aktualne oferty na ile-to-zl.pl, żeby znaleźć najlepsze warunki.
Dla importerów i podróżnych — słabszy złoty oznacza droższe zakupy za granicą, wyższe ceny importowanych towarów i potencjalnie wyższe koszty wakacji zagranicznych. Warto śledzić kursy walut i rozważyć zakup waluty z wyprzedzeniem, jeśli planujemy większe wydatki w euro czy dolarach.
Dla całej gospodarki — paradoksalnie, to co cieszy dłużników (stabilne stopy), może doprowadzić do utrwalenia podwyższonej inflacji. Tańsza ropa obniża ceny paliw, ale słabszy złoty podbija ceny importu. Te dwa efekty mogą się częściowo znosić, ale kierunek zależy od tego, jak szybko będzie słabła polska waluta i jak długo utrzymają się niskie ceny ropy.
Rynkowe oczekiwania mogą się zmienić równie szybko, jak zmieniły się w maju i czerwcu. Wystarczy kolejny szok na rynku surowcowym lub zaskakujący odczyt inflacji, żeby inwestorzy ponownie zaczęli obstawiać podwyżki. Na razie jednak scenariusz bazowy to stabilizacja stóp procentowych w Polsce przy rosnącej presji ze strony słabnącego złotego.
