Funt po 5 zł, euro powyżej 4,30 — złoty pod presją po zaskakującej inflacji

Co się dzieje ze złotym na przełomie czerwca i lipca 2026?
Funt po 5 zł, euro powyżej 4,30 zł — takie kursy zobaczyli inwestorzy na tablicach walutowych pod koniec czerwca 2026 roku. Polski złoty znalazł się pod wyraźną presją sprzedających, a bezpośrednim zapalnikiem przeceny okazał się wtorkowy odczyt inflacji CPI opublikowany przez GUS. Szybki szacunek czerwcowej inflacji wyniósł 2,5% rok do roku, podczas gdy ekonomiści spodziewali się 2,7% rdr. Ta różnica może wydawać się niewielka, ale dla rynku walutowego miała konkretne konsekwencje.
Niższy odczyt inflacji oznacza, że Rada Polityki Pieniężnej (RPP) — czyli organ Narodowego Banku Polskiego decydujący o wysokości stóp procentowych — ma mniej powodów, by podnosić stopy. A właśnie oczekiwania na wyższe stopy w Polsce utrzymywały wcześniej złotego na względnie mocnych poziomach. Gdy te oczekiwania się rozwiały, waluta natychmiast straciła na wartości.
Kursy walut — konkretne liczby z rynku
W środę rano, dzień po publikacji danych GUS, kursy prezentowały się następująco:
- EUR/PLN: 4,3028 zł — ponad psychologiczną barierą 4,30 zł, przekroczoną pierwszy raz od marca 2026
- USD/PLN: 3,7759 zł — blisko tegorocznych maksimów z 24 czerwca, z perspektywą testu poziomu 3,86 zł
- GBP/PLN: 5,021 zł — ponad roczne maksimum; ostatnio funt kosztował 5 zł w czerwcu 2025 roku
- CHF/PLN: 4,6661 zł — najwyżej od marca 2026
Złoty oddał w ciągu kilkunastu godzin około 2 groszy wartości wobec wtorkowego minimum. Dla osoby wymieniającej np. 1000 euro to różnica rzędu 20 zł — w skali miesięcy i większych kwot te przesunięcia stają się bardzo odczuwalne.
Dlaczego niższa inflacja osłabiła złotego?
Mechanizm jest tu odwrotny niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Zazwyczaj niższa inflacja to dobra wiadomość dla konsumentów, bo ceny rosną wolniej. Jednak na rynku walutowym ważniejsze jest to, jak inflacja wpływa na decyzje banku centralnego o stopach procentowych.
Carry trade — to kluczowe pojęcie pozwalające zrozumieć ten mechanizm. Inwestorzy zagraniczni pożyczają pieniądze w walutach krajów o niskich stopach procentowych (np. w jenach japońskich czy frankach), a następnie lokują je w walutach z wyższym oprocentowaniem, zarabiając na różnicy. Im wyższe stopy procentowe w Polsce w porównaniu z innymi krajami, tym atrakcyjniejszy jest złoty dla takich strategii. Gdy oczekiwania na podwyżki stóp się rozwieją, inwestorzy wycofują kapitał — i złoty traci.
Ekonomiści PKO BP opisali to precyzyjnie w porannym raporcie: wycofanie się z wycenianych jeszcze na początku czerwca podwyżek stóp NBP oraz zaskoczenie niższą inflacją sprawiło, że w wycenach rynkowych zaczęła pojawiać się obniżka stóp w drugiej połowie 2027 roku. To zawęziło tzw. dyferencjał stóp procentowych (różnicę między stopami w Polsce a stopami w innych krajach), zmniejszając atrakcyjność złotego.
Silny dolar — drugi czynnik bijący w złotego
Sytuacji złotego nie ułatwiał układ sił na szerokim rynku walutowym. Para EUR/USD — czyli kurs euro do dolara, traktowany jako barometr globalnych nastrojów — osunęła się do poziomu 1,1398. To odzwierciedlało powszechne umocnienie dolara amerykańskiego, który zyskiwał wobec wszystkich walut z grupy G10 (czyli dziesięciu najważniejszych światowych walut).
Dolar rósł w siłę wspierany przez rosnące rentowności amerykańskich obligacji skarbowych. Rentowność obligacji to po prostu zysk, jaki inwestor uzyskuje z ich posiadania — gdy rośnie, kapitał płynie do USA, bo tamtejsze obligacje stają się bardziej opłacalne. To wzmacnia dolara kosztem walut rynków wschodzących, do których zalicza się również złoty.
Analitycy PKO BP ostrzegli, że gdyby dane z amerykańskiego rynku pracy (publikowane w najbliższych dniach) okazały się wyraźnie powyżej oczekiwań, mogłoby to nasilić oczekiwania na podwyżki stóp przez Fed (amerykański bank centralny). W takim scenariuszu dolar umocniłby się jeszcze bardziej, a kurs USD/PLN mógłby skierować się w stronę strefy 3,81–3,86 zł.
Funt na rocznych maksimach — dlaczego GBP tak drożeje?
Prawdziwe uderzenie popytu widać na funcie brytyjskim. Kurs GBP/PLN dotarł w środę rano do psychologicznej granicy 5 zł, wyznaczając na poziomie 5,021 zł ponad roczne maksima. Ostatni raz funt kosztował 5 zł w czerwcu 2025 roku.
Windowanie kursu funta to efekt ogólnego odwrotu od złotego — inwestorzy przenoszą kapitał do walut postrzeganych jako stabilniejsze. Funt korzystał przy tym z oczekiwań rynkowych co do polityki Banku Anglii, który utrzymywał stosunkowo jastrzębie (czyli nastawione na walkę z inflacją) podejście.
Dla osób wymieniających funty — np. Polaków pracujących w Wielkiej Brytanii i przesyłających pieniądze do kraju — jest to paradoksalnie korzystna sytuacja: za każde 100 GBP dostają teraz około 500 zł zamiast 490 zł sprzed kilku tygodni. Natomiast dla importerów kupujących towary wyceniane w funtach oznacza to wyższe koszty.
Co mówią analitycy — najważniejsze głosy z rynku
Eksperci Alior Banku potwierdzili zwięźle: „presja na złotego została wznowiona wobec odwijania się zakładów o ostrzejszą politykę RPP”. Innymi słowy — inwestorzy, którzy wcześniej stawiali na podwyżki stóp w Polsce, teraz wycofują się z tych pozycji.
Analitycy Banku Millennium zwrócili uwagę na techniczne wykupienie rynku, zastrzegając jednak, że utrzymanie jastrzębiego tonu na konferencji bankierów centralnych w portugalskiej Sintrze oraz dalszy spadek EUR/USD mogłyby doprowadzić do trwałego pokonania istotnego oporu przez EUR/PLN w okolicach 4,30 zł.
Ekonomiści Pekao spodziewają się dalszych zwyżek EUR/PLN w nadchodzących tygodniach, podkreślając, że najbliższe techniczne poziomy oporu są odległe — co oznacza, że euro może jeszcze podrożeć względem złotego, zanim napotka silniejszą barierę.
Sintra i dane z USA — co może zmienić sytuację?
W najbliższych dniach rynkiem będzie rządzić kilka wydarzeń. Pierwszym jest konferencja bankierów centralnych w portugalskiej Sintrze. 1 lipca zaplanowano debatę z udziałem Kevina Warsha z Fedu (amerykański bank centralny), Christine Lagarde z EBC (Europejski Bank Centralny), Andrew Baileya z Banku Anglii i Tiffa Macklema z Banku Kanady. Ton ich wypowiedzi — zwłaszcza w kwestii przyszłych decyzji o stopach procentowych — może istotnie wpłynąć na kursy walut.
Drugim kluczowym czynnikiem będą nadchodzące dane z amerykańskiego rynku pracy. Silny rynek pracy w USA to argument za utrzymaniem wyższych stóp procentowych przez Fed, co wspierałoby dolara i dodatkowo ciążyło na złotym.
Co to oznacza dla Twojego portfela?
Jeśli planujesz wymianę walut — np. przed wakacjami za granicą lub przesyłasz pieniądze z Wielkiej Brytanii czy strefy euro — warto śledzić kursy na bieżąco. Sprawdź aktualny kurs funta i kurs euro na ile-to-zl.pl, żeby wybrać optymalny moment na wymianę.
Osoby posiadające kredyty walutowe (np. we frankach szwajcarskich) powinny zwrócić uwagę na kurs CHF/PLN, który również wzrósł do 4,6661 zł. Z kolei eksporterzy — firmy zarabiające w euro czy funtach — paradoksalnie korzystają na słabszym złotym, bo ich przychody przeliczone na złote są wyższe.
Najbliższe dni pokażą, czy obecna słabość złotego to krótkotrwały epizod wywołany zaskoczeniem inflacyjnym, czy początek dłuższego trendu. Wiele zależy od danych makroekonomicznych z USA oraz sygnałów płynących ze Sintry. Na ile-to-zl.pl będziesz mógł na bieżąco śledzić, jak zmieniają się kursy najważniejszych walut.
