Złoty słabnie — euro dotarło do 4,30 zł, funt prawie 5 zł

Kurs euro na najwyższym poziomie od marca — 4,30 zł przełamane
Kurs euro do złotego osiągnął 4,30 zł, a to najwyższy poziom od końca marca 2026 roku. Jeszcze kilka tygodni temu rynek utrzymywał się w stabilnym trendzie bocznym (czyli kurs poruszał się w wąskim przedziale, bez wyraźnego kierunku), ale w ostatnich dniach czerwca złoty wyraźnie stracił na wartości. Kurs EUR/PLN zbliżył się do linii 4,3080 zł, którą analitycy uznają za górne ograniczenie tego trendu bocznego. Jeśli zostanie trwale przebite, może otworzyć drogę do dalszego osłabienia złotego.
Ruch wzrostowy na EUR/PLN nie jest przypadkowy. Złożyło się na niego kilka czynników jednocześnie: niższa od prognoz inflacja w Polsce, zmiana oczekiwań rynkowych dotyczących stóp procentowych oraz globalnie mocny dolar. Każdy z tych elementów sam w sobie osłabia złotego, a razem uderzają w polską walutę z podwójną siłą.
Funt brytyjski prawie po 5 zł — dlaczego rośnie?
Funt brytyjski dotarł do poziomu 4,9948 zł, czyli brakuje zaledwie pół grosza do okrągłego poziomu 5,00 zł. To najwyższe notowanie funta wobec złotego od roku. W ciągu jednego dnia kurs GBP/PLN wzrósł o 1,6 grosza — taki ruch na rynku walutowym jest odczuwalny, zwłaszcza przy większych kwotach.
Co to oznacza w praktyce? Osoba wymieniająca 1000 funtów zapłaci teraz prawie 5000 zł. Jeszcze na początku czerwca kurs utrzymywał się poniżej 4,90 zł, więc ta sama operacja kosztowała o ok. 100 zł mniej. Dla osób pracujących w Wielkiej Brytanii i przesyłających wynagrodzenie do Polski to dobra wiadomość — za każdego funta dostaną więcej złotych. Dla turystów planujących wyjazd do Londynu — raczej niedobra.
Siła funta wynika po części z podwyżek stóp procentowych przez Bank Anglii, ale głównym motorem jest właśnie słabość złotego, który traci wobec większości walut jednocześnie.
Inflacja w dół, złoty w dół — jak to działa?
Czerwcowe dane o inflacji w Polsce okazały się wyraźnie niższe od prognoz ekonomistów. Inflacja konsumencka (CPI — wskaźnik mierzący średni wzrost cen towarów i usług kupowanych przez gospodarstwa domowe) spadła na tyle, że zbliżyła się do celu inflacyjnego Narodowego Banku Polskiego, który wynosi 2,5%. Dla konsumentów niższa inflacja to dobra wiadomość — wolniejszy wzrost cen. Ale dla kursu złotego skutek jest odwrotny.
Dlaczego? Niższa inflacja oznacza, że Rada Polityki Pieniężnej (RPP — organ NBP decydujący o wysokości stóp procentowych) może rozważyć obniżkę stóp procentowych. Stopy procentowe to w uproszczeniu „cena pieniądza” — im wyższe, tym bardziej opłaca się inwestorom trzymać kapitał w danej walucie, bo depozyty i obligacje przynoszą wyższy zysk. Gdy rynek zaczyna wyceniać obniżki stóp, inwestorzy szukają walut z wyższym oprocentowaniem, a złoty traci na atrakcyjności.
Co istotne, jeszcze kilka dni wcześniej rynek terminowy (FRA — kontrakty, w których inwestorzy „zakładają się” o przyszły poziom stóp procentowych) wyceniał nawet podwyżki stóp w Polsce. Po zaskakująco niskim odczycie inflacji te oczekiwania kompletnie się odwróciły. Złoty stracił jedno z najważniejszych fundamentalnych wsparć.
Mocny dolar dodatkowo uderza w złotego
Dolar amerykański umacnia się globalnie, a kurs EUR/USD spadł poniżej 1,14. To zbliżenie do tegorocznych minimów na tej parze walutowej. W Polsce kurs dolara sięgnął 3,7759 zł, rosnąc o ponad 2 grosze w ciągu jednego dnia. W ubiegłym tygodniu dolar przekraczał nawet 3,7890 zł — najwyższy poziom od ponad roku.
Mocny dolar tradycyjnie uderza w waluty rynków wschodzących (emerging markets — grupa krajów o rozwijających się gospodarkach, do których zalicza się Polska, Czechy, Węgry czy Turcja). Mechanizm jest prosty: gdy dolar zyskuje, globalny kapitał płynie do amerykańskich aktywów, a odpływa z mniejszych rynków. Złoty, forint, korona czeska — wszystkie tracą w takim scenariuszu.
Jastrzębia retoryka Rezerwy Federalnej (Fed — amerykański bank centralny) tylko pogłębia ten efekt. Fed sygnalizuje, że nie spieszy się z obniżkami stóp procentowych w USA, co utrzymuje atrakcyjność dolara względem innych walut.
Frank szwajcarski również rośnie — 4,66 zł i test oporu
Kurs franka szwajcarskiego wzrósł do 4,6622 zł, testując górne ograniczenie lokalnego trendu bocznego na poziomie 4,66 zł. Dla posiadaczy kredytów frankowych to kolejna niepokojąca informacja. Trwałe przebicie tej bariery mogłoby — według analityków techniczych — otworzyć drogę do wzrostu w okolice 4,75 zł, czyli szczytów z początku marca.
Rata kredytu we franku przy kursie 4,66 zł jest odczuwalnie wyższa niż przy 4,50 zł sprzed kilku tygodni. Przy zadłużeniu 200 000 CHF różnica w przeliczeniu na złote sięga kilkunastu tysięcy złotych w skali roku. To kolejny argument, by osoby z zobowiązaniami walutowymi uważnie śledziły sytuację na rynku.
BGK i interwencje — co może zatrzymać osłabienie złotego?
Ekonomiści ING Banku Śląskiego zwrócili uwagę, że gra na osłabienie złotego jest trudna, bo inwestorzy liczą się z możliwą aktywnością Banku Gospodarstwa Krajowego (BGK) na rynku walutowym. BGK, działając w imieniu Skarbu Państwa, może sprzedawać waluty z funduszy unijnych, co zwiększa podaż euro na rynku i wspiera złotego.
Takie interwencje nie są regularne ani ogłaszane z wyprzedzeniem, ale sam fakt, że rynek się ich spodziewa, ogranicza skalę deprecjacji (osłabienia) złotego. To dlatego kurs EUR/PLN od marca porusza się raczej w trendzie bocznym niż w jednostajnym wzroście — za każdym razem, gdy zbliża się do górnej granicy, pojawia się opór.
Dodatkowym czynnikiem, który może zahamować osłabienie, jest polityka Europejskiego Banku Centralnego (EBC). W czerwcu EBC podniósł stopy procentowe, podobnie jak Narodowy Bank Czech. Jeśli NBP pójdzie inną drogą i obniży stopy, różnica w oprocentowaniu pogłębi się na niekorzyść złotego. Jeśli jednak RPP wstrzyma się z cięciami, złoty może ustabilizować się w obecnym przedziale.
Co to oznacza dla Twojego portfela?
Osłabienie złotego wobec głównych walut przekłada się na wyższe ceny importowanych towarów. Polska importuje w euro m.in. żywność, elektronikę, leki i paliwa (ropa rozliczana jest w dolarach, ale część produktów naftowych kupujemy w euro). Wyższy kurs EUR/PLN oznacza, że hurtownicy płacą więcej, a z czasem te koszty trafiają na półki sklepowe.
Nie chodzi jednak o nagłe podwyżki z dnia na dzień. Mechanizm jest powolny — sklepy najpierw sprzedają zapasy kupione po starych kursach, a nowe dostawy wchodzą stopniowo. Efekt jest rozłożony na tygodnie, czasem miesiące.
Z drugiej strony słabszy złoty to dobra wiadomość dla eksporterów. Polskie firmy sprzedające towary za granicę — meble, żywność, części samochodowe — za te same euro czy funty dostają więcej złotych. To poprawia ich marże i może wspierać zatrudnienie w sektorach nastawionych na eksport.
Obecna sytuacja na rynku walutowym nie wymaga paniki, ale warto ją obserwować. Aktualny kurs euro, funta, dolara i franka możesz sprawdzić na ile-to-zl.pl. Regularne śledzenie kursów pomaga podejmować lepsze decyzje — zarówno przy wymianie walut na wakacje, jak i przy planowaniu większych zakupów czy spłacie kredytów walutowych.
